wtorek, 1 listopada 2016

01.11.2016

Mama przyjechała troszkę po 10-tej, więc ruszyliśmy - dziewczyny zostały w domu. Na szczęście, po ledwo wyszliśmy, zaczęło padać, miejscami wręcz lać. Na pierwszy ogień poszedł Wawrzyszew - zmokliśmy jak piorun, przebiegliśmy galopem i pojechaliśmy na Północny. Mokro jak piorun, zimno, że szok, wróciliśmy  dość szybko na obiad. Przemoczeni i zziębnięci, paskudnie! Pół dnia sobie odpoczywaliśmy przed jutrzejszym powrotem do pracy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz