środa, 16 listopada 2016

16.11.2016

Pobudka o 5, świetnie. Jako, że Gosia leciała na 8, po odprowadzeniu małej miałem chwilę na pozmywanie i zrobienie mięsa i pobiegłem do pracy. Lekcje przeleciały, na okienku porobiłem papierki, wyskoczyłem jeść i do Iwo, aby wrócić na dzień otwarty. Było milutko, ale długo, w domu byliśmy o 20:30. Na szczęście mama dała młodej kolację i można ją było wykąpać i położyć. Sczytuję Pragę. Zmęczony jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz