poniedziałek, 14 listopada 2016

14.11.2016

Ostatni dzień zwolnienia to nieustanny bieg. Zaczęło się o 2:00 sikaniem, jęczeniem i próba przeprowadzki do naszego łóżka. około 3:00 dałem za wygraną i może z godzinę później już spałem. Dzięki temu ledwo się podniosłem... Odprowadziłem małą i pojechałem na Szmulki. Miałem nadzieję, że wyrobię się szybko, ale zeszło mi się do 11:30, zajrzałem na pocztę, zrobiłem zakupy i w domu byłem po 13... Szybki obiad i odkurzanie, odebrałem młodą i nie pojechałem do chłopaków... Cóż. Wieczorem oglądam Polska-Słowenia 1:1, słabo. Jutro z powrotem do pracy, jeszcze słabiej :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz