czwartek, 3 listopada 2016

03.11.2016

Noc była ciężka, bo młoda przylazła i się rozpychała - budziłem się co chwila. Zresztą, Gosia wstała o 5, ja o 5:30, zaprowadziłem młodą do przedszkola i o 7:50 robiłem dyżur. Sześć lekcji minęło, sprzedałem książkę, podrukowałem... No i oczywiście podyżurowałem. Okazało się, że u Michała się dziś nie da zrobić zajęć, więc zamiast tego pojechałem odebrać trzy paki z płytami, zjadłem w Sphinxie i do Moniki poszedłem pieszo, fajnie, szkoda tylko, że tak piździ. Wracając, zahaczyłem o inpost, żeby wziąć czwarty zestaw... Znowu dużo. Wieczorem przylazła jeszcze Koszmarna z papierami, siedziały i gadały w nieskończoność, zdążyłem małą wykąpać, poczytać i położyć, a one jeszcze paplały...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz