Piękna pogoda trwa, więc wsiedliśmy na Powsinogę i pojechaliśmy nad zalew. Woda jak zupa, nikogo na plaży, rowerki, bajerki, cudowna sprawa. Mieliśmy wrócić po obiedzie, ale wybuchła burza - zresztą, dobrze, jak się okazało, bo przecież część się zjarała strasznie - ja też, choć byli gorsi. Zwłaszcza Oskar, który posmarował się sam na plecach i wyglądał jak idiota.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz