środa, 20 lipca 2016

20.07.2016

Udało się rano wyruszyć bez większych ekscesów, pomijając awanturę o bajzel u najstarszych dziewczyn: zużyte podpaski, puszki po piwie, śmieci... Pożegnaliśmy czule obsługę i pojechaliśmy na podbój Budapesztu. Do hotelu Polus dotarliśmy na czas, przejął nas przewodnik Tomek i rozpoczęliśmy zwiedzanie. Przewodnik pierdoła, mylił drogę, przegapiał zjazdy i w sumie może sporo wiedział i dzieciaki słuchały, ale rozlazły był niemiłosiernie, taka irytująca pierdoła. Najbardziej zapienił mnie na koniec, kiedy mieliśmy wrócić o 17 do hotelu, a on wrócił na 18:15, myląc drogę na dodatek. Ale dostaliśmy pokoje i obiad, wszystko było ok. Hotel średni, ale przecież to tylko aby się przespać. Po kwaterunku całość udała się na zakupy do centrum handlowego, niestety w media markt były tylko dwie płyty, jakie mogłem chcieć, i do tego musiałem je wygrzebywać z całej półki pod tytułem 'muzyka węgierska'. Meh. Wieczorem zgrywałem zdjęcia przy akompaniamencie skonfiskowanej wódy, miło :P 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz