* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
czwartek, 21 lipca 2016
21.07.2016
Pobudka o 5:30, śniadanie, zdawanie pokoi i w sumie ruszyliśmy o 7:30 w doskonałych humorach. Skończyło się już 50 km za Budapesztem - wypadek z ofiarami, autostrada zamknięta na kilka godzin. Super, okrążając Dunaj straciliśmy z półtorej godziny. Przez Słowację jechaliśmy jakimiś opłotkami, dość wolno, ale i tak kulminacja nastąpiła tuż przed zjazdem z Czadcy do Polski. Tuż przed nami zatrzymał się jakiś gruchot i otworzyły się drzwi. Zdążyłem pomyśleć, że co za idiota się na zakręcie zatrzymuje, a tu z otwartych drzwi wytoczył się jakiś koleś i z grymasem bólu padł na asfalt. Zatrzymaliśmy się kilkanaście metrów dalej i z Robertem i Gośką podbiegliśmy do niego. Zatrzymali się jeszcze jacyś Słowacy, Robert masował serce, bo to o nie chodziło, Gośka go poiła wodą, Słowak dzwonił po karetkę, a ja zabezpieczyłem samochód i telefon. Zatrzymał się jeszcze jakiś policjant, pacjent niemal schodził, rycząc, że boli go serce i drętwieją ręce, aż wreszcie przyjechał ambulans i go zabrali, ufff... W Żywcu zatrzymaliśmy się w Macu na jakiś posiłek, fundowany przez Maćka i jechaliśmy już bez przeszkód, choć i tak na miejscu byliśmy o 22:40. Rozdanie dzieci poszło szybko, Robert mnie na szczęście odwiózł i wreszcie spokój!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz