wtorek, 12 lipca 2016

12.07.2016

No i pobudka rano i fru, jedziemy dalej. Pobrzmiewają echa wczorajszego telefonu od wściekłego M., wiedziałem, że Robert nieco przegiął, ale z drugiej strony Jan też podkolorował mocno. Jechaliśmy na te Węgry i jechaliśmy, niby szybko, a dojechaliśmy po 22... Dali nam jeść i ja musiałem lecieć do Czarnego Kota, żeby przyjąć grupę Moniki - byli dopiero koło 1-szej. Parę drinków na rozluźnienie i spać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz