wtorek, 26 lipca 2016

26.07.2016

Jakoś samemu to łatwiej idzie - wstałem, wyrobiłem się na spokojnie, pojechałem tramwajem, dojechałem do radexa i... spadł deszcz. Trzy godzinki jak z bicza strzelił i dotarłem do Olsztyna. Po obiedzie, korzystając z pięknej pogody rzuciliśmy się jeszcze nad jezioro. Młoda się popłakała, choć jak mnie zobaczyła, to była radosna - emocje puściły dopiero na rękach. Na koniec dnia grill i fajnie i spoko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz