piątek, 27 listopada 2015

27.11.2015

Trochę zaspaliśmy... Nie ważne, udało się wypchnąć młodą do przedszkola i dotrzeć do pracy na czas. Trochę technicznych kłopotów, ale wszystko poszło dobrze - tyle, że nie przećwiczyliśmy całości. Mnie to było niepotrzebne, ale Maja chciała... Trudno. Schodzili się goście, schodziły się dzieci... Z lekkim opóźnieniem zaczęło się. Przemowy trwały godzinę. Oficjele, dyrekcje, list od prezydenta... I my. Poszło fajnie, choć Maja tak się zestresowała, że prawie wlazła w ścianę - wynik był taki, że nie widziała zdjęć i mówiła nie na temat, szkoda. Potem występy i już po 2,5 godzinach wszystko się skończyło. Było szalenie miło, impreza się chyba udała, ci, co wytrzymali całość, poszli na poczęstunek, zrobiony przez panią Jolę - majstersztyk. Po całości przebrałem się i skoczyłem jeszcze do centrum na pocztę i niestety kupić nową mp3, bo stara zawiesiła się i chyba zdechła. Wracając, zahaczyłem o Das Bier i poczywam. Wreszcie spokój. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz