czwartek, 26 listopada 2015

26.11.2015

Padam na ryj, łeb mi pęka. Ranek był spokojny, zaczęło się później. Próbowałem dołożyć zdjęcia do prezentacji, ale rozjechała się tak, że nie dała się wreszcie otworzyć. Wszyscy czekają, szlag mnie trafił, musiałem pojechać do domu i robić ją od nowa... Przegadaliśmy ją sobie z Mają, wychodzi stanowczo za długo - 25 minut. Szarpanina z próbami i naprawianiem i ogarnianiem wszystkiego zajęła do14, potem poszedłem na spacer i obiad - zadzwonił jeszcze tata Reem, zaprosić nas na mikołajki do jego ośrodka - wow. Po obiedzie zrobiłem jeszcze kółko i z rosnącym bólem głowy odebrałem spodnie i siedzę nad slideshow. Ledwo żyję, na szczęście jutro to się kończy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz