wtorek, 17 listopada 2015

17.11.2015

Boszsz, co za dzień! Na szczęście zaczynałem trochę później, ale miałem zastępstwo za Asię, potem kółko - myślałem, że uda mi się załatwić sprawę stacjonarnie bo lało, ale nie wyszło, bo tuż przed wyjściem przestało. Coraz więcej osób przychodzi na te wycieczki... Przeleźliśmy tyłami Nowego Miasta i wróciliśmy nieco szybciej - w końcu miałem zabranie z erasmusowacami. Godzinka zleciała, wszyscy chętni, było ok, ale wróciłem koło 20... Korsarz coś się krztusi, nie podoba mi się. A do tego nie ominie mnie wyjazd do teściów...Dzień skończyłem na meczu Polska-Czechy 3:1 - świetnie! Z tym, że w Paryżu nastąpił w tym czasie atak terrorystyczny, jakiś szok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz