wtorek, 3 listopada 2015

03.11.2015

No i zostałem w domu. W sumie było nawet całkiem fajnie, tyle że od rana jestem nagabywany przez rodziców tych dzieci, którzy chcą jechać do Anglii... I musiałem zdalnie sterować oddaniem umów do agencji. W ogóle telefon się urywał, bo ciągle coś. Kiedy Gosia wróciła, poszedłem do apteki po antybiotyk - było bardzo przyjemnie, więc szedłem dość wolno, wstąpiłem jeszcze do biedry po proszek. Mam typy Agnieszek - robi się ciekawie :) A Anglicy coś kombinują z rodzinami goszczącymi, kurde.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz