środa, 25 listopada 2015

25.11.2015

Ło matko. Zamiast lekcji cały dzień prób i... błędów. Próby są beznadziejne, ciekawe, co z tego wyjdzie... Ze dwie godziny spędziłem na kawie z Marcinem, który opowiadał mi o początkach klas sportowych. Maja się chyba denerwuje, ale co tam. Jakoś to będzie :) Zrobiłem lekcję ze swoimi, bo mi było szkoda, ale to wszystko. Odwaliłem dwoje zajęć, wpadłem do kerfjura uprać spodnie i kupić leki i mało mnie szlag nie trafił, bo miałem kupę roboty z prezentacją, a młoda sobie jaja robiła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz