sobota, 23 maja 2015

23.05.2015

Siedzieliśmy do 00:30 i trochę jestem przymulony... Wyjechaliśmy prawie zgodnie z czasem, po tym, jak siatkarki zmyły farbę z szafek w łazience i zapłaciły za szkody. Ups. Włodek leciał jak złoto, postoje były tylko na MOP-ach, więc szło planowo. Dojechaliśmy na 17, rodzice z wdzięcznością odebrali dzieci, Włodek wręczył mi flaszkę bimbru i wróciliśmy do domu. Jutro zielone świątki, to musiałem jeszcze pojechać po zakupy do kerfjura - dziewczyny zostały. Kajka poszła spać, a my raczyliśmy się oscypkami - mniam. Trochę piszę dyplomowanie, trochę uzupełniam książeczkę, mam nadzieję jutro odpocząć... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz