niedziela, 3 maja 2015

03.05.2015

No i po długim weekendzie. Rano Gosia poszła do kościoła, a Kajce zbierało się na porządną burę, bo rozrabiała jak pijany zając. Zadzwoniłem do Sławka, czy się nie spotkamy, on mnie mówi, że za 2,5 godzinki - no dobra, to pojechaliśmy do zoo. Odstaliśmy w kolejce i lawirowaliśmy między wściekłym tłumem. Kajka miała tuż po połowie przesyt i olała słonie i małpy. Rewelacją za to był hipopotam, zainteresowały ją też żyrafy, małpki pigmejki, tynyn (tygrys znaczy), mały nosorożec i zebra. Sławki odnalazły się po 4 godzinach, więc spotkaliśmy się na zewnątrz, w parku Praskim na placu zabaw. Po 16 wreszcie, wściekle głodni, wróciliśmy i padliśmy wszyscy troje... Gosia ciągle płacze, że nie zwróciła uwagi na zarobki przy rejestracji do przedszkola i marudzi, że jest idiotką... No cóż, pewnie Kajka się gdzieś dobrze dostanie i okaże się (znowu!) że to niepotrzebne nerwy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz