poniedziałek, 11 maja 2015

11.05.2015

Co za kołomyja. Nie zdążyłem dojechać do szkoły, a już mnie ścigali, kiedy będę na zdjęciach, bo mnie dzieci szukają. Przyjechałem, pstryknęliśmy, ufff... Potem czekałem na te dzieci z domu dziecka, przybył burmistrz, oni zjedli, poszli na basen, znowu zjedli i dopiero o 14 ruszyliśmy. Nie chcieli na początku za bardzo słuchać, zresztą, jak zaczynali, to ich panie odciągały na zdjęcia, to machnąłem ręką. W trzy godzinki przeszliśmy spod fontann, przez lody i ogród Saski pod pałac kultury, odebrałem pakę z poczty i wyszedłem z metra wtedy, kiedy dziewczyny wysiadły z autobusu. Kajka miała początkowego focha, ale potem jej przeszło. Obiad zjadłem wreszcie o 18:30, potem przyszedł Kuba, a Kajka zasnęła po 22... Miałem napisać raport ze studentów, ale tego jest za dużo... I zapomniałem o studentce kandydatce... Rany...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz