piątek, 8 maja 2015

08.05.2015

Dziwny dzień... Pobudka znowu nastąpiła zbyt wcześnie, ale przynajmniej spokojnie się wyrobiliśmy. Odwiozłem dziewczyny na autobus i wróciłem jeszcze do domu, wyczyścić ścianę. Do pracy pojechałem wcześniej na zastępstwo, w mojej klasie było tylko parę osób, bo siatkarze pojechali na badania i choć wcześnie wrócili, każdy to olał... Tylko z Maćkiem posiedzieliśmy nad testami predyspozycji językowych. W 4c działał Breno, przyszła również Kasia, aby go obejrzeć. Z ostatniej lekcji dzieci zwolniłem, to posiedziałem z Maćkiem, podrukowałem zdjęcia na wycieczkę i poszedłem do Iwo, bo chłopaki mieli wolne. Od Iwo, wściekle głodny, zahaczyłem o Das Bier i Mc Donald'sa i wróciłem do domu. Musiałem jeszcze tylko wytłumaczyć mamie drogę na ulicę Agawy, czym mnie wściekła, bo nic do niej nie docierało. Nie wierzę w ten spokój w domu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz