czwartek, 19 lutego 2015

19.02.2015

Całkiem straszny dzień. Rano do pracy - padał deszcz, który natychmiast zamarzał, masakra na chodnikach. Pracę przeżyłem, zrobiłem dwa testy i dwie lekcje, studentka sobie poszła wcześniej, bo to bez sensu, żeby siedziała na testach. Z ostatniej lekcji się urwałem i pojechałem do Cepeleku. Koleja olbrzymia, ale ci umówieni na szczęście mieli osobne okienko, ufff... Badania nie było - dopiero kazał mi się lekarz zgłosić za dwa tygodnie na samo badanie, cholera! Zjadłem obiad w Bierhalle i wróciłem na długą i nudną radę. Jakby tego było mało, o 19 przyszedł jeszcze Kuba, dobrze, że to fajny chłopak, to się nie dłużyło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz