poniedziałek, 16 lutego 2015

16.02.2015

Wstałem rano, aby przed pójściem do pracy oddać Korsarza do warsztatu. Dziewczyny chciały mnie namówić na odprowadzenie, ale o nie nie nie! I tak ledwo się wyrobiłem z całością... Poleciałem autobusem i nawet zdążyłem przed dzwonkiem. Szło dziś jak z kamienia, denerwowały mnie te dzieci jakoś... Zamiast dyżuru miałem spotkanie na temat 50-lecia szkoły - znalazła się kronika z początków, genialna rzecz! Po lekcjach wyskoczyłem odebrać książkę dla Asi, ledwo zdążyłem zjeść i spóźniłem się do niej, ale potem dojechałem autobusem, odebrałem gotowego Korsarza i... natknąłem się na Kubę na parkingu. A Kajka podobno łobuzowała na zajęciach, cholera...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz