poniedziałek, 9 lutego 2015

09.02.2015

Poranek miałem bardzo intensywny: zjeść, umyć, zeskanować, nagrać dla Cypisa parę słów, odśnieżyć Korsarza, wyrzucić śmieci... A jeszcze Brazylijczyk mi się miał spóźnić - na szczęście dobrnął. I o ile przeżył klasę 4, to poległ na 6p. Był lekko złamany po wyjściu i wyraźnie zły :) Hłe, hłe. A ja porobiłem te lekcje, zjadłem, zamówiłem książkę dla Asi, zrobiłem zajęcia i w rezultacie byłem w domu 6:30. Jeszcze tylko zajęcia Gosi i Kajka padła. Trochę mi w tyłach lepiej, ale nie jestem pewien, co tam się dzieje... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz