środa, 4 lutego 2015

04.02.2015

Rany, weź tu wstawaj o tej szóstej... Lekcje jednak minęły szybko, bez Brazylijczyka. Wydrukowałem oceny, załatwiłem parę rzeczy i ruszyłem do centrum. Odebrałem płyty z Tamki, poszedłem na długi spacer. Pogoda jest fantastyczna - słoneczko, -3 stopni i sucho. Wstąpiłem na pierogi do Zapiecka, do apteki po maść, bo mnie męczy ta gówniana sprawa. Odebrałem paczkę i wróciłem do pracy. W międzyczasie zadzwoniła pani Kasia wielce wściekła na Kingę, rany, iskry szły. Na szczęście na zebraniu było spokojnie i miło. Zdążyłem wrócić, jak mama wychodziła i niby miałem ja odwieźć, ale ona nie chciała - pewnie domyśliła się, jakim pałam zachwytem w temacie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz