sobota, 14 lutego 2015

14.02.2014

Cholera jasna, co za męczące walentynki! Pobudkę Kajka zrobiła o 7, bo przesikała pieluchę - koniec spania. Zebrałem się i poszedłem po Korsarza. 10 km\h jakoś dobrnąłem do warsztatu - tam zamknięte, więc będę musiał lecieć w poniedziałek rano. Przy okazji poszedłem po kwiatki dla moich Walentynek - Kajka była wniebowzięta :D Przyszedł Kuba i zrobiliśmy zajęcia. O 13 poszliśmy na spacer i korzystając z przepięknej pogody, zatrzymaliśmy się na placu zabaw - Kajka wybujała się za wszystkie czasy... Potem szybki obiad, bo trzeba jechać do Szymonów. Łeb mnie napierniczał, wściekłość rosła... Użyliśmy więc otwartej dziś linii tramwajowej, posiedzieliśmy ze dwie godziny, drętwo było jak zwykle. Rany, ale weekend...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz