sobota, 23 marca 2013

23.03.2013



To był długi dzień, spędzony kolejno na czterech lotniskach: Umeå - Sztokholm - Kopenhaga - Warszawa. W Sztokholmie kupiłem wreszcie kiełbasę z niedźwiedzia i salami z łosia oraz gifty dla derechsji. W Danii uszy doszły do granic możliwości i musiałem wziąć ibuprom, klęska. Wprawdzie w Warszawie mi się wszystko odetkało, ale nie wiem, co z prawym, bo mam chyba zapalenie jednak... Zbyszek okazał się bohaterem, bo naprawił Korsarza :) Na sam koniec udanej wyprawy otrzymałem nową walizkę w stanie agonii - pękniętą przez pół po jednej stronie i z dziurą z drugiej. Młotkiem w te bagaże rzucali?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz