piątek, 1 marca 2013

01.03.2013

Gosia, mimo mojej pomocy, siedziała nad testami do 2. Ja się poddałem, bo mnie łeb napierniczał strasznie. Rano jakoś przeżyłem bez bólu obie pierwsze, straszne lekcje (chyba się wyrabiają te dzieci...), reszta była przyjemna. Odwiozłem Gosię pod Pałac i wsadziłem do Radexa i pojechałem jeszcze na zajęcia dodatkowe. Załatwiłem wizytę na Narodowym, w poniedziałek idę na ostatnie implanty... Wieczór mija na muzyce, przygotowaniu jutrzejszej prezentacji i zaraz sobie jakiś film obejrzę. Czeka mnie ciężki weekend... I tydzień. Albo nawet dwa. Może i trzy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz