Co za zjebany dzień... W pracy niby ok, bo nie miałem jednej lekcji, ale okazało się, że ta cholera napisała też paszkwila do dyrekcji... A niech ją... Wróciłem do domu przez bibliotekę i bank, gdzie czekałem godzinę na podjęcie kasy. Super, ledwo zdążyliśmy zjeść, ale nie było się po co spieszyć, bo przecież pani notariusz spóźniła się z pół godziny. A dziumdzie w recepcji są niesamowite, lałbym... Od notariusz wyszliśmy po dwóch godzinach i okazało się, że pani czeka na nas w banku, ale... na Skargi. No to fru na Targówek, a tam okazało się, że... źle jest napisany akt. Kurwa. Kredytu nie puszczą, bo źle suma jest i w ogóle brakuje papieru. Naszarpałem się z babami, ale w poniedziałek musimy się spotkać jeszcze raz, szlag! Przynajmniej działkę już przejęliśmy zupełnie, wraz z kluczami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz