Na szczęście o piątej zaczyna się już robić jasno... Ale i tak pojechałem samochodem do pracy, bo dziś wszystko w biegu. Lekcje przeżyłem, pomijając matkę Leło z pretensjami - bezkrytyczność 10. Ala zrobiła pogadanki na temat strajku, wyszło że wiecie, dzieci, egzamin, prawda, rozumiecie? A przecież konkurs na dyrektora jest, nie mogę przegrać! Nieładnie chyba to wyszło... Echa są gromkie, ciekawe jak to się skończy... Po pracy poleciałem podpisać umowę ubezpieczenia, zjedliśmy coś i zaszliśmy do przedszkola po młodą. Poszła na piłkę, a my na zebranie - które było nie wiem po co... Po powrocie próbuję ogarnąć wszystko, co się da: bilety do Włoch, obozy, maile, wiadomości... Zwariuję.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz