Co za zabiegany dzień! Rano spać się nie da, bo mała robi pobudkę przed 8. Zebraliśmy się i oczywiście w ostatniej chwili dojechaliśmy na masaż. Było wilgotno, to namówiłem Kajkę na spacer, było pysznie :) Potem pojechaliśmy do Lerła Merlę oglądać płytki i kabiny, ale słabo nam to poszło. Obiad w Kingu i skoki - nasi znowu z przodu, ale tylko Stoch drugi. O 18 się zwlokłem z łóżka i pojechałem do Szoniego (!) Kupiliśmy browki i usiedliśmy: Szoni, Pembe, Kasia, Robert i ja - trochę jak za dawnych czasów :) Było super, ale musiałem uciekać na ostatni autobus. Oby więcej takich :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz