piątek, 28 września 2018

28.09.2018

Zwlokłem się z łóżka o tej szóstej... Udało mi się ogarnąć siebie i młodą i ruszyłem na dwie lekcje do pracy - to mój ostatni uroczy piątek w pracy, plan jest drastycznie inny i mniej mi się podoba :P Poszły szybko, wręczyłem dzieciakom plan i uciekłem - zwłaszcza, że Gosia wróciła od ginekolog zdruzgotana, bo ta jej odmówiła prowadzenia sprawy... W związku z tym wypchnąłem ją do Jonkowa. Pozmywałem, dałem do ręki walizkę, zrobiłem obiad, zawiozłem do lidla po kurtkę, nakarmiłem i odwiozłem na Radexa. Ufff... Odebrałem płyty z poczty i ruszyłem na podbój Służewca - 14 km, dwie godzinki i dało radę. Dobrze, bo według tego, co napisałem, parę razy nie wiedziałem, co dalej. Wróciłem przez lidla, gdzie jest wysyp kraftów :) Na koniec dnia jeszcze Polska-Włochy - nasi przejebali w tie breaku, ale półfinał mają. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz