Po raz kolejny nie wiem po co przyjechałem godzinę wcześniej, bo w piątek Marta mnie prosiła, abym przyjechał na 11:40, a okazało się, że kto inny wchodzi na zastępstwo... Zająłem się więc tablicami erasmusowymi. Lekcje jakoś szły, ale o 17:10 byłem już mocno wypruty... Wróciłem do domu, zjadłem kiełby o w sumie dogorywam powoli. Marta próbowała mi wetknąć 6s na pierwszej godzinie, ale tydzień temu ich nie było, nie będę siedział jak idiota kolejnej godziny na darmo...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz