Moja żona ma genialne pomysły w ostatniej chwili - dziś rano wymyśliła, że pojedzie ze mną do pracy samochodem, a po drodze podrzucimy młodą do przedszkola. Fajnie, tylko zdemontowałem fotelik w obliczu dzisiejszego zlecenia... Ale wsiadły i pojechaliśmy, oczywiście wszystko w ostatniej chwili. Dwie lekcje śmignęły - 5p załatwiłem odbiór podręczników, a z nimi lekcja śmignęła szybciutko i pięknie, naprawdę fajnie pracowali. Na miejsce zbiórki trafiłem lekko przed czasem, przyszły trzy osoby: dwie siostry, jedna z Niemiec, druga z USA z facetem. Skoczyliśmy na Powązki, a potem do Żelazowej Woli i Brochowa. Żelazowa to tandeta, naprawdę nic wielkiego, Brochów za to jak zwykle robi wrażenie. Wróciliśmy godzinę po czasie, chyba było ok, bo dostałem napiwek :) Po młodą wpadłem o 16:45, skoczyliśmy do biblioteki i wreszcie do domu. Zamówiłem pizzę, bo przecież nic nie zdążyłem zjeść, zmordowany jestem srodze... Na koniec dnia Polska-Włochy 1:1 u nich, sędzia dał dupy i podarował Włochom karnego, nie zasłużyli nawet na remis... Do jutrzejszej wycieczki jestem kompletnie niegotowy...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz