Dziewięć lekcji to przegięcie... Od 7:10 do 15:30 ciurkiem. Wprawdzie 6c nie przyszła (hura!) bo niedoskonałości planu, ale polazłem do biblioteki przygotować się do geografii, którą dostałem z okienku. I tak szło... Po siódmej godzinie zacząłem tracić głos, ale dotrwałem. Jak wracałem do domu zaczęło padać, co uchroniło mnie od siedzenia na placu zabaw :) Zjedliśmy, poleciałem jeszcze po zakupy i dogorywam. A jutro - kolejne zastępstwa za gegrę... Wykończą mnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz