Przeżyłem kolejną środę - dziewięć godzin z rzędu... Nie było źle, w międzyczasie spotkałem się jeszcze z Maćkiem, zaczyna to wyglądać dobrze. Uzupełniłem papiery na jutro - biorę dzień opieki i jedziemy na usg :P Po pracy biegiem do przedszkola, zahaczając o sklep, bo Kajka na piłkę. Zdążyłem. Skoczyłem do Maca coś zjeść, ale i tak 15 minut marzłem i mokłem, czekając na koniec treningu. Brrrr...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz