Nawet udało mi się wstać dość przytomnym... Mimo, że żona przewaliła ponad pół godziny, obrobiłem się i wyszedłem. Powitanie spokojne i bez ekscesów, okazuje się, że nie ma już trzech osób (Franek, Wera i Pola - uff), część jeszcze nie wróciła, a Marianka zostaje póki co. Uciekłem zaraz po rozpoczęciu i miałem 3 godziny spokoju w domu :) Zjedliśmy, odebraliśmy Kajkę, która dostała mnóstwo prezencików od przedszkolnych przyjaciół :) Jeszcze pojechaliśmy na godzinkę na rower (ok. 9 km - sprawdziłem endomondo), poszliśmy na lody i jutro do roboty. Marta dała mi jeszcze trzy zastępstwa...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz