Matko, ta 7:10 to jakaś masakra... A jeszcze młoda przylazła i się rozpychała, na szczęście nie przy mnie, tylko obok Gosi - to ona nie spała :P Nie dostałem gegry na okienku, więc miałem tylko 8 lekcji. W tym czasie załatwiłem obóz dla Maćka, wszystko powinno grać. Dobrnąłem do końca i zamiast na radę ruszyłem do Parmy coś zjeść, bo umierałem z głodu. Trafiłem na końcówkę spotkania, nic ważnego. Zebranie spokojne, raczej luźne, po zebraniu jeszcze chwilka gadki, ale wszystko ok. Tylko że po tylu godzinach padam na ryj... Mama już uszła, jeszcze ustalenia z Gnieznem o wycieczce w weekend i fajrant,

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz