Wstałem o 6 i poczłapałem do przychodni na ten mróz, byłem czwarty. Udało mi się zapisać na 8:15, więc od razu miałem z głowy. Zapalenie gardła i krtani, antybiotyk, 150 złych w aptece, bosko. W domu na spokojnie uzupełniałem opisy na płytowe fb, pozmywałem, sprzątnąłem kuchnię, ciuchy... Okazało się, że nie ma kto zawieźć papierów do Biura edukacji. Znalazłem więc Roberta, ale nie było wszystkich papierów, żesz mać! Deadline zaraz, a ja jestem chory! Zjadłem obiad i pojechałem do Pauliny i Nikodema, mam nadzieję, że mi to nie zaszkodzi... Wieczór przesiedziałem nad tabelkami i kolejnymi papierkami, a myślałem, że już mam spokój, złożę i szlus :P A w ogóle Chada nie żyje, co to za jazda?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz