Częściowo niewiele robiłem, ale mnie ten dzień naprawdę pokonał, taka bez sensu rozwałka z tymi rekolekcjami... Do wyjścia zrobiłem parę lekcji i test. W drodze do kościoła podłączył się Robert i tak sobie leźliśmy. Nie mieliśmy zamiaru uczestniczyć w tej hucpie, to poszliśmy na ciacho i kawę do Żywiciela - i tak się naczekaliśmy, aż skończą. Na szczęście zdążyłem zjeść obiad. Awantura o przenosiny grzmi, a Ewa chora i spotkania nie będzie :P U mnie w grupach po parę osób i oczywiście lekcji robić nie mogłem, znowu. Szlag. Potem jeszcze Zosia i udało mi się wrócić, padam. Próbuje skończyć te bzdety erasmusowe, ale to męczące, a Kuba akurat się obudził ze zdjęciami i mapkami. Wszystko na raz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz