środa, 7 marca 2018

07.03.2018

Niby nic, a padam. Trzy lekcje w środy to przyjemność - chyba, że jest konkurs, kilka osób zmienia zdanie i chce nagle na ten, nie mam sali, bo Marta pomyliła, a jedyna 16stka zamknięta na klucz, a woźna nieobecna. Zanim pozbyłem się tych od konkursów, znalazłem klucze i otworzyłem, zostało 15 minut do końca lekcji. Super. Po lekcjach skoczyłem na pocztę. Wysłałem płyty, odebrałem trzy paki, czwartą z inpostu, a piątą przyniosła mi potem mama... Jeszcze sklep i chwila w domu na obiad i przygotowanie. Kurde, nie dostaniemy zwrotu za dziecko, za dużo zarabiamy, ciekawe...Wróciliśmy na 17 na dzień otwarty - w sumie u mnie były cztery osoby, z resztą pogadałem w przelocie, ale i tak najważniejsze były batalie o nie przeniesienie oddziałów. Ale się będzie działo... Strach. Wróciłem, to jeszcze była mama, ale zaraz poszła. Gosia oczywiście padła i znowu ja obrabiałem i czytałem. Udało mi się skończyć parafrazowanie projektu - 12% zgodności, sukces!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz