poniedziałek, 5 marca 2018

05.03.2018

Rany, młoda przylazła nad ranem i od 5 mnie kopała i wyjeżdżała z łokcia, szlag by to trafił, denerwuje mnie, że przyłazi! Zrobiło się lekko cieplej. Zaprowadziłem Kaję do przedszkola i wróciłem ogarnąć te płyty, bo wieczorem miał przyjechać typ po nie. Udało się, dojechałem do pracy i poszedłem na zastępstwo za Therezę - miałem z 50 osób w sali, bo przecież rekolekcje idiotyczne. 6a nie miałem, bo wzięła ich Aga wraz ze swoimi. Próbowałem załatwić widzenie z dyrekcją, bo przecież awantura grzmi srodze na temat przenosin, będą jaja. Ewa każe im iść do burmistrza - ciekawe, do kogo wyśle ich on? Coś się stało i Marta odwołała ostatnią lekcję - miałem czas pójść na obiad i dopiero do Pauliny. Potem jeszcze Jonatan i wróciłem do domu przez biedrę. Zmęczony jestem i mam dość, to już ten czas :P Wieczorkiem przyjechał koleś po płyty, z wdzięczności dał mi flaszkę :) Siedzę i rzeźbię ten projekt, wyjątkowo żmudna robota...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz