Zostałem w nocy dziko skopany, bo młoda się znowu przywlokła, szlag. W dodatku zdradza pewne objawy chrypki i kaszelku - to te cholerne wietrzenie w przedszkolu. Piździ niemiłosiernie, czekałem dziś w -15 na 112 ponad 30 minut - w rezultacie spóźniłem się na pierwszą lekcję. Nie szkodzi, i tak było tylko pięć osób... Do końca ledwo dotrwałem, potem do Hamiego i jeszcze dwoje zajęć. O 18:50, jak skończyłem, byłem skonany. I nie zdążyłem się w domu rozebrać, od razu zostałem zaatakowany przez młodą: gramy, bawimy, itd. A żona konwersuje z Beatą przez telefon, kolacja nie zrobiona, chomik nie nakarmiony, w dupie, przyjdzie mąż i zrobi wszystko. Szlag mnie trafi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz