niedziela, 11 marca 2018

11.03.2018

No i skończyło się eldorado, przylazła w nocy... Korzystając z pięknej wiosny, poszliśmy na spacer na 40 minut, wróciliśmy po 2,5 godzinach. Młodej to na katar i gardło chyba nie pomoże... Ale cóż, miło było. Po powrocie skoki - bez sukcesów, Kubacki i Stoch spadli z progu i dupa. Zrobiłem pyszny obiad (znowu) i próbowałem chwilę odpocząć, ale... Tu chomikiem trzeba się zająć, bo nikt inny o nim nie pamięta, zagrać z małą w warcaby (niezła jest, skubana), a jeszcze wokół burdel posprzątać. A żonka siedzi cały dzień w telefonie, a teraz nic nie może, bo musi sprawdzać. Kurważ mać, szlag mnie wreszcie trafił i przy kolacji mnie tapnęło i dostało się obu za wszystko. Zrób, pobaw, dupę wytrzyj, wykąp, poczytaj, zrób obiad, zakupy, ogarnij chomika i kurwa nawet pół godziny spokoju nie mogę mieć i poczytać książki, bo ciągle ktoś mi dupę zawraca, zrób to i tamto. W rezultacie żonka zaczęła śmigać, trzeba towarzystwo co jakiś czas opierdzielić przy samej ziemi. Skończyłem erasmusa dla Ahmeta, zrobiłem opis dla Olindy, od jutra zabieram się za kończenie Moko... No i ciekaw jestem, co się będzie u nas działo medialnie... Huhu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz