Na szczęście lekcje przeszły szybko - zgrzyt jest taki, że Ahmet przysłał zły plik i muszę dorobić trzy razy tyle do projektu, niż wcześniej. Kurde, słabo. Rodzice wściekli, montują ostrą kontrofensywę i coś mi się zdaje, że w przyszłym roku zostaniemy na miejscu i ktoś za to beknie... I dobrze :P Po pracy poleciałem do Kavy i po kwiatki, odebrałem młodą i w sumie w domu byliśmy o 17. Kuba wciąż chory, kolejna kasa w plecy. Wieczorem rzeźbię w projekcie, mam dość, a Moko czeka na zlitowanie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz