* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
niedziela, 29 stycznia 2017
29.01.2017
Gosi zawsze zimno, to rozkręciła ogrzewanie do prawie 30 stopni - zajebiście, myślałem, że umrę. Wyłączyła dopiero o 7. Ledwo się zebraliśmy - boli mnie każdy mięsień, ledwo łażę, zwłaszcza po schodach - zakwasy mnie zabijają. Okazało się, że impreza zakończyła się ok. 3:30 w pokoju Łacha i Janka, więc dużo nie straciliśmy. Tyle, że Teresa znowu miała awanturników pod nosem, jak w Nadarzynie :) Po śniadaniu wsiedliśmy do Włodka i wróciliśmy - dużo szybciej. Zwolniliśmy babcię - widać, że dobrze się razem czuły, choć mała nas wyściskała i zalegliśmy. To znaczy, żona zaległa, bo ja zabrałem młodą na dwugodzinny spacer - mimo, że ledwo lazłem, szkoda mi było siedzieć w taką piękną pogodę. Wracając zajrzeliśmy do sklepu, zjedliśmy obiad i obejrzeliśmy skoki - też nasi nieźle, ale już bez pudła. Gosia dalej spała, a mnie nie było dane... Ledwo łażę, więc siedzę i piszę Żoliborz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz