czwartek, 26 stycznia 2017

26.01.2017

Spać... W pracy jakoś dziś lżej - czwartych siatkarzy nie było, czwartych a i c nie było, więc raz, że skończyłem wcześniej, dwa, że miałem zastępstwo. Luzik. Za to 5a mnie wykończyła, co za beton... Skoczyłam na obiad i po ostatnią paczkę, na którą czekałem, umówiłem Irlandczyka i wróciłem na radę. Młoda była z nami, bardzo grzecznie siedziała półtorej godziny i malowała. Za to w domu zrobiła awanturę - była strasznie głodna. Ja też się awanturowałem, bo oczywiście przez dwa dni kuchnia zarosła tak, że nie dało się talerza postawić. Ja piję z jednego kubka, jem śniadania na jednym talerzu, a ta do jednego śniadania zużywa z pięć naczyń. I wszystko zostawia wszędzie, najczęściej z resztkami... Zrobiłem jeszcze listę ulic do Pragi i chcę upaść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz