piątek, 27 stycznia 2017

27.01.2017

Wstałem jeszcze przed budzikiem - 5:50... Ziew. I tak młoda przylazła koło pierwszej, bo obudziła się na siku i przylazła do łóżka. Odprowadziłem ją i poleciałem na Ursynów - gala spoko, wyszło naprawdę ładnie, a najlepsze, że skończyliśmy po godzinie. W domu byłem przed 11 i sobie czilowałem, aż po 14 przyszła Gosia - tak czułem, że przyleci wcześniej. U lekarza była. Zjadłem naleśniki z biedry i pojechałem na zajęcia. Wróciłem przez sklep - musiałem nas zaopatrzyć na jutro :)Ledwo wróciłem - ta wisi na telefonie, znowu z Beatką, jakby się w pracy nie widziały. Zrobiłem na jutro obiad dla małej i babci, pozmywałem kolejny stos garów i robię różne działania - znaczy staram się pisać przewodnik, ale mam lagi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz