sobota, 28 stycznia 2017

28.01.2017

Wyrobiliśmy się wyjątkowo bez kłopotu. Babcia przyszła jeszcze przed 9, czym nas trochę zaskoczyła, ale nie szkodzi. Zostawiliśmy je i ruszyliśmy na podbój Tłuszcza :P Włodek nas zawiózł, zostawił swój bimber, który zrobiliśmy z dziewczynami jeszcze przed szkoleniem. Kurs był straszny i bez sensu, śledziłem głównie skoki drużynowe - nasi wygrali! Kurs skończył się o 18, przebraliśmy się i impreza się zaczęła. Żarcie, dj grał (i, kurwa, skreczował cdkami!!! Masakra!), wszyscy wywijali jak źli. Łukasz obracał wszystkie po równo - zwłaszcza Igę. Gosia zrobiła mi reklamę, to i kręciła się koło mnie... My z Gosią tak szaleliśmy na parkiecie, że w którymś momencie nogi nam się zaplątały i gruchnęliśmy na glebę. Ja tylko na kolano, ale żona łupnęła czerepem i tyłkiem, aż jęknęło - na szczęście nic jej się nie stało. Wódka szła, ale i tak trochę zostało - to, co przywieźliśmy, zabraliśmy do domów. Dobra impreza. Spać poszliśmy po 2.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz