Zebraliśmy się koło 9, więc trzeba było szybko ruszać, jeśli chcieliśmy zdążyć do kina na Joy & Jill. Udało się, nie zamarzliśmy przy -12 i dotarliśmy do Muranowa na czas. Miejsca przyklepał nam Kazik z mamą. Film spoko, trochę abstrakcja, ale Kajka była zadowolona. Potem jeszcze połaziliśmy wokół fontanny i po Bemowie, nie zważając na 800% przekroczonej normy skażenia powietrza. Zrobiłem pyszny obiad, młoda mnie pomaltretowała i poszła spać, ja piszę twardo Żoli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz