Po odprowadzeniu młodej miałem jeszcze chwilę na pozmywanie i nagranie filmu dla Grędzia... W pracy przeszło szybko, musiałem oczywiście rozwiązać sprawę "głupiego żyda", ale poszło - nie wiem tylko, czy Eddie wyszedł zadowolony, bo jednak wyszło, że jest trochę nadwrażliwy - choć z drugiej strony chłopcy dali mu popalić... Ech... Potem obiad, Iwo i wracałem do domu, bo ksiądz po kolędzie. Ale... 186 przyjechało błyskawicznie. Tylko, że na Obozowej tramwaje już nie jeździły, poszedłem na Deotymy do 184, ale też się ostro spóźnił... Stałem tam jak głupi ponad 20 minut i marzłem, a żona i tak mi nie uwierzyła, bo myśli, że chciałem się wymigać od kolędy. Owszem, cieszę się, że mnie ominęło, jednak nie specjalnie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz