niedziela, 30 października 2016

30.10.2016

Pogoda się zrobiła wyjątkowo gówniana, więc w zasadzie nie wylazłem nawet na chwilę z domu. Zrobiłem obiad - wymyśliłem sobie wołowinę a grecką modłę i specjalistyczne ziemniaczki - pycha. Szkoda, że teściowie przyjechali pod wieczór dopiero. Trochę mnie szlag trafił, bo się im zmieniło pół godziny przed obiadem. Trochę niepoważnie... Przyjechali, zjedliśmy ciasto Gosi z likierem kawowym, wypiliśmy piwko pod Master Chefa i poszliśmy wcześnie spać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz