wtorek, 25 października 2016

25.10.2016

Co za obrzydliwa pogoda... Odprowadziłem młodą i pojechałem do pracy, jeszcze nie padało. Mieliśmy mieć alarm przeciwpożarowy, ale okazało się, że nikt się nie doczekał, choć część siedziała w blokach startowych, w kurtkach i czapkach. Alarmu nie było, bo lało... Na okienku skoczyłem po płyty, nazbierało się aż trzy paki, więc znowu kilkadziesiąt sztuk... Wróciłem, skończyłem lekcje, poleciałem po pączka, żeby zjeść cokolwiek i zaczęło się szkolenie. Słusznie wydawało mi się, że to bzdura, pieprzę, nie robię tego programu, stracony czas. Wracając do domu zahaczyłem o inPost, odebrać czwartą paczkę i dostałem telefon. Kajce objawił się wirus żołądkówki, akurat u Maćka, zarzygała pół mieszkania i klatkę schodową... Jak dotarłem do domu, to leżała bez czucia. Jutro w związku z tym nie idę do pracy, tylko do lekarza, super. ale widać, że jej lepiej, więc może przejdzie? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz